|
Już od wczesnego ranka na trasie wyścigów zbierały się grupki ciekawych, starając się zająć miejsca najbardziej dogodne do obserwacji zawodów. W miarę zbliżania się godziny startu ilość ciekawych zwiększała się, wreszcie wzrosła tak bardzo, że wydawało się iż wszyscy mieszkańcy Belfastu zebrali się na trasie. Wśród gwaru, śmiechów i radosnych pokrzykiwań, słychać było nawoływania bookmaker'ów, którzy gromkimi głosami wymieniali sumy stawiane na poszczególnych zawodników. W zakładach tych najczęściej powtarzało się nazwisko trzech faworytów, braci au Cros. Najstarszy z nich, Harvey, wysoki, atletycznie zbudowany chłopak, znany był w całym mieście jako najlepszy bokser wśród uczącej się młodzieży, a dwaj jego młodsi bracia, William i Alfred, cieszyli się sławą niepokonanych dotychczas lekkoatletów. Chłopcy ci byli podziwiani i adorowani nie tylko przez młodzież obojga płci, ale też i przez dorosłych, nie dziw więc, że wszyscy starali się stawiać na nich w totalizatorze, wygrana bowiem była zupełnie pewna. A tymczasem zebrani na starcie zawodnicy, otoczeni grupą wykładowców i najbliższych przyjaciół, przygotowywali swoje maszyny do wyścigu, lub też beztrosko na pozór omawiali ich wady i zalety z wpatrzonymi w nich jak w tęczę kibicami. W pewnej chwili, na kilkanaście zaledwo minut przed rozpoczęciem wyścigu, do grupy zawodników pedszedł młody chłopak, który prowadził piękny, prawie zupełnie nowy welccyped toczący się na kołach zaopatrzonych w grube „pneumatyczne obręcze"' gumowe. Widok chłopca tak zdziwił zebranych na starcie, że na chwilę zapanowało pełne napięcia milczenie, które przerwał wreszcie nabrzmiały oburzeniem okrzyk jednego z wychowawców: — Hume po coś tu przyszedł, wiesz przecie, że to miejsce nie jest przeznaczone dla widzów! — Nie jestem widzem, ale zawodnikiem — odparł spokojnie chłopiec. — Ty!? — spytał ktoś niedowierzająco. — Tak, ja! — zawołał Hume. Znów na chwilę zapanowała cisza, potem jednak ten i ów począł się dziwnie krztusić, parskać, wreszcie wszyscy wybuchnęli niepowstrzymanym śmiechem. — Człowieku! — zawołał przez łzy Harvey du Cros, zataczając się od śmiechu — ty . . . zawodnikiem? Ha, ha, ha, takie chuchro? — Patrzcie na jego maszynę — zarechotał Willy — czy widzieliście kiedyś coś takiego? Skąd on wytrzasnął do licha takiego dziwoląga! Kibice braci du Cros poparli oczywiście gorąco swoich faworytów i otoczywszy intruza, poczęli kpić na potęgę z niego i jego niezwykłego welocypedu. Charles Hume pochodził z rodziny szkockiego filozofa i historyka Dawida, więc w Queens College liczono się z jego ojcem, ponieważ jednak był wątłej budowy ciała i wyglądał na chorowitego, nie chciano go przyjąć do żadnego ze szkolnych klubów sportowych, co mu oczywiście nie przysparzało popularności wśród kolegów. Nazywano go „chuderlawym niedołęgą, maminsynkiem", i na każdym kroku okazywano mu pogardliwe lekceważenie. Koledzy wiedzieli oczywiście, że Charles kupił u mechanika Eldina nowy welocyped, wiedzieli także, iż robił na nim częste wycieczki za miasto, ale nikt tego nie brał poważnie, bo czyż warto zajmować się chłopcem, z którego wszyscy kpili? |